PEGI a sprawa polska
Michał Głowaczewski   niedziela, 02 maja 2010 13:45
Czyli co nieco o grach przeznaczonych wyłącznie dla osób dorosłych, jak także systemie PEGI oraz problemach z jakimi muszą borykać się przychylni mu dystrybutorzy. Do tego ciekawy komentarz posłanki Elżbiety Radziszewskiej i kilka ostrzejszych słów od autora tekstu - pewnikiem ździebko kontrowersyjnych, ale przynajmniej prosto z serca.
Czy wiemy, w co grają dziś dzieci? No i czy w ogóle nas to obchodzi?
Czyli co nieco o genezie systemu PEGI i problematyce brutalnych gier
Gry wideo zostały stworzone w jednym celu: miały dostarczać ludziom rozrywki. Jednak choć sama idea była jak najbardziej słuszna, z biegiem lat w grach zaczęły pojawiać się bardzo kontrowersyjne elementy, takie jak wulgarny język, przemoc, narkotyki, czy nawet dyskryminacja rasowa. Teoretycznie cel był prosty: wzbogacić doświadczenia dorosłego gracza, pokazując mu na ekranie świat tak mrocznym, jakim potrafi być w rzeczywistości. Pod tym względem nikt zastrzeżeń nie ma. Skończyłeś osiemnastkę? "Róbta, co chceta", że pozwolę sobie zacytować Jurka Owsiaka.
Problem pojawia się, gdy do gry przeznaczonej dla osób dorosłych dostanie się dziecko. Zdaniem wielu psychologów młody umysł niekoniecznie jest w stanie odróżnić fikcję od rzeczywistości, co może przynieść fatalne konsekwencje. Nawet jeśli dłuższe przesiadywanie nad przesączonym brutalnością oprogramowaniem nie doprowadzi do żadnej tragedii, to może mieć bardzo negatywny wpływ na prawidłowy rozwój dziecka pod kątem dostosowania do przyszłego życia w społeczeństwie.
Czy warto dawać wiarę tego typu opiniom? Pozostawiam to Waszej ocenie, chociaż wiem, że środowisko graczy jest tu mocno podzielone... Kilkanaście lat temu sam prychnąłbym pod nosem, machnął ręką i zlekceważył ostrzeżenia środowiska naukowego. Ot, robią z igły widły.
Natomiast dziś nie jestem już tak do końca przekonany. Bynajmniej nie dlatego, że przybywa wiosen... Po prostu nieco boję się postępu graficznego, jaki obserwowałem w przeciągu ostatnich lat. Tak szczerze i bez żadnych ogródek: nie do końca leży mi obraz dzieciaka zagrywającego się w shootera, w którym może zobaczyć fotorealistycznych przeciwników konających w konwulsjach i błagających o litość.
Nie twierdzę też, że wszystkie stare gry były "ok", bo przecież składały się na nie tylko zbitki śmiesznych pikseli... Taka "Phantasmagoria"? Zobaczę, że ktoś włączą to siedmiolatkowi - solidnie delikwenta zjadę. Pal sześć, że dziecko nie moje, po prostu pewnych barier nie powinno się przekraczać. Jest w życiu czas na wszystko, ale dzieciństwo nie należy raczej do okresów, w których należałoby zapoznawać się z makabrycznymi scenami mordów i gwałtu. Zresztą tyczy się to wszelkich dziedzin sztuki, jeśli pozwolimy sobie na nadanie takiego miana również scenie gier wideo. Mówcie co chcecie, ale umówmy się: reprodukcja "Saturna pożerającego własne dzieci" (Francisco Goya) nie byłaby idealnym prezentem dla Waszego chrześniaka. Gra, w której może rozłupać komuś czaszkę o mur - tym bardziej.

Część z Was zgodzi się ze mną, część zapewne przeklnie w duchu... Macie do tego pełne prawo, nie uważam się zresztą za jakiś wybitny autorytet moralny. Staram się jedynie przedstawić sprawę w sposób możliwie obrazowy, tak aby każdy mógł choć na chwilę zastanowić się nad istotą problemu. To jest, jeśli jakikolwiek problem widzicie... Faktem jest natomiast, że spore grono osób zauważa pewne zagrożenie i głowiło się nad nim już od dłuższego czasu.
W ostatnich latach postanowili zacząć działać. Aby zapobiec rozpowszechnianiu brutalnych gier wśród dzieci, w roku 2003 powstał przygotowany specjalnie pod rynek europejski system klasyfikacji gier pod względem zawartych w nich treści - PEGI (Pan European Game Information). Od tamtego czasu na okładkach wydawanych w Europie gier pojawiają się ikonki informujące o docelowym wieku grupy odbiorczej, jak i o zawartych w nich treściach. Od 2009 roku system PEGI jest również oficjalnie stosowany w Polsce, choć nie stoi za nim żadna siła ustawowa, która wymuszałaby na dystrybutorach oprogramowania i dużych sieciach handlowych przestrzegania oznaczeń wiekowych.
W rezultacie do gier mają dostęp tak naprawdę wszyscy, a informowanie młodych ludzi i rodziców o potencjalnym niebezpieczeństwie zależy w dużej mierze od dobrej woli pracowników sklepów. Z tym bywa niestety różnie.
Liczyć możesz co najwyżej na utratę zysku, a niekiedy nawet klienta
Czyli jak funkcjonują PEGI według pracowników sieci medialnych
Chcąc zaczerpnąć nieco informacji o praktycznym zastosowaniu systemu PEGI, spotkałem się z jednym z wrocławskich pracowników sieci Saturn, Sławomirem Paśmionką. Sławek przez dłuższy czas obsługiwał punkt z oprogramowaniem w Saturnie w Pasażu Grunwaldzkim. Spytany o stosowanie się przez wrocławskich sprzedawców do zaleceń PEGI, odpowiada szczerze:
- Sami rodzice nie zwracają uwagi na oznaczenia zawarte na pudełkach z grami, rzadko kiedy nawet interesują się tym, w co grają ich dzieci. Z początku każdy z pracowników w naszym dziale podchodził do pomysłu wprowadzenia tego systemu klasyfikacji gier w Polsce bardzo optymistycznie, jednak w rzeczywistości nie mogę powiedzieć, żeby się specjalnie sprawdzał...
-Dlaczego?
-No cóż... Często spotykaliśmy się z oburzeniem rodziców, gdy informowaliśmy ich, że gra, którą zamierzają właśnie kupić swojemu dziecku, jest wyjątkowo brutalna i zawiera np. treści rasistowskie. Miałem raz przypadek, gdy ojciec małego chłopca (który na oko miał jakieś sześć lat) zareagował wręcz agresywnie: „mój syn nie jest jakimś idiotą i doskonale potrafi odróżnić fikcję od rzeczywistości, co to za insynuacje?!”. Próbowałem uspokoić klienta i poinformować go, że gry mogą być przepełnione przemocą w dawce o wiele większej niż rasowe horrory, ale ten stwierdził, że moją pracą jest zachęcanie do zakupu i wyraźnie mi to nie wychodzi.
-Miałeś prawo odmówić sprzedaży gry?
-Problem w tym, że choć głęboko wierzyłem, że gra pod żadnym pozorem nie powinna zostać udostępniona tak młodemu człowiekowi, to nie mam prawa odmówić rodzicowi, jeśli on sam twierdzi, że jego dziecko będzie grało w to, na co tylko ma ochotę...
-Przecież oznaczenia wiekowe dotyczą wielu produktów: papierosów, alkoholu, brutalnych filmów, czy wreszcie pornografii... Sprzedając produkt tego typu dziecku naraziłbyś się pewnie na poważne konsekwencje.
-Dokładnie. Zresztą, tak to powinno wyglądać! Natomiast z grami jest zupełnie inaczej, PEGI to system „dobrowolny”. Właściwie jest to nieco zabawne, gdyż nie mogę sprzedać dzieciakowi filmu „Antychryst”, ale nie mam prawa zabronić mu kupna dowolnej, choćby nie wiem jak brutalnej gry.
-Nie możesz się postawić i po prostu powiedzieć zdecydowanie: „nie”?
-Jeżeli mam do czynienia z kimś, kto nie nabył jeszcze osobowości prawnej ze względu na swój młody wiek, to mogę odmówić sprzedania mu jakiegokolwiek produktu. Natomiast jeśli mam do czynienia z nastolatkiem, to moje działania są bardzo ograniczone. Identycznie sprawy mają się w sytuacji, gdy młodociany klient przyjdzie do sklepu z opiekunem prawnym. Nie mam wpływu na decyzję osób dorosłych, mogę jedynie sugerować zakup innej gry. Jeśli dziecko i jego rodzice uprą się wspólnie na "Grand Theft Auto", to przecież ich nie zatrzymam.
-Jak reaguje na to szefostwo?
-Ha, dobre pytanie! Nie oszukujmy się, każda duża sieć handlowa to przede wszystkim biznes. Jedna z naszych kasjerek za każdym razem kategorycznie odmawiała osobom niepełnoletnim dostępu do gier, które miały na okładce oznaczenie wiekowe 18+ i sugerowała wybranie innego, spokojniejszego tytułu. Przez długi czas wszystko było w porządku, ale któregoś dnia jeden z młodych klientów przyszedł do sklepu z rodzicami i poskarżył się kierownictwu. Chcesz przecież dobrze, a ludzie potrafią podziękować właśnie w taki sposób... Nie można dziwić się więc szefowi sklepu, jeśli ten postanawia nie interweniować w ogóle. Bo na co może liczyć? Na stratę zysku i awanturę od klienta, który potrafi obrazić się na całą sieć, tupnąć nogą i zapowiedzieć, że od tej pory będzie robił zakupy gdzie indziej.

Na wszystko potrzeba czasu, a Polska jest na dobrej drodze
Czyli jak PEGI widzą osoby, które wprowadzały ten system do naszego kraju
Za wprowadzenie systemu PEGI w Polsce odpowiada Kancelaria Prezesa Rady Ministrów. Ogromną rolę we wdrożeniu go w życie, jak także stałe informowaniem o nim rodaków, miała posłanka Elżbieta Radziszewska - Pełnomocnik Rządu ds. Równego Traktowania.
W rozmowie przyznała, że system nie jest do końca stosowany, chociaż sytuacja zmienia się z dnia na dzień. Jak mówi: - Problematyką gier zajmuje się specjalny zespół w którym działam już od dwóch lat. W jego skład wchodzą nie tylko politycy, ale także producenci oprogramowania, właściciele portali internetowych, rzecznicy stacji telewizyjnych, czy wreszcie różne niezależne resorty. W sumie około 70. podmiotów. Od samego początku doceniamy wartość jaką niesie w sobie system PEGI i zależy nam na tym, by informować o nim nie tylko sklepy, ale i samych rodziców. Niestety jest to wciąż system dobrowolny i nie stoi za nim żadna ustawa, ale stworzyliśmy Kodeks Dobrych Praktyk. Podpisujące się pod nim sieci handlowe i producenci gier zobowiązują się do honorowego przestrzegania klientów o potencjalnych zagrożeniach jaką mogą nieść ze sobą te produkty, jak także dokonywania wszelkich starań, by brutalne gry nie trafiały w ręce młodych ludzi.
Minister Radziszewska podkreśla jednak, że za dzieci odpowiadają obligatoryjnie rodzice i nie mogą przerzucać oni kwestii wychowania na pracowników sklepów. Jeśli ktoś zapragnie kupić swojemu dziecko prawdziwie brutalną grę, to ma do tego prawo. W Niemczech temat potencjalnego wywoływania zachowań agresywnych wśród młodzieży za sprawą gier wideo został odświeżony po ostatnich morderstwach, których dokonały nastolatki w jednej z niemieckich szkół. W Polsce temat jest wciąż aktualny, w maju mają odbyć się kolejne spotkania, które zadecydują o sposobie dalszego usprawniania środków kontroli nad treściami zawartymi w oprogramowaniu komputerowym. Być może z czasem będzie to podparte ustawowo? Zobaczymy.
Póki co posłanka Elżbieta Radziszewska wspólnie ze swoim zespołem w kancelarii premiera i SPIDORem (Stowarzyszeniem Producentów i Dystrybutorów Oprogramowania Rozrywkowego) oraz firmą TPSA stara się aktywniej propagować PEGI. Jak sama przyznaje: - Widać już zachodzące na naszym rynku zmiany. Około czterech miesięcy temu rozesłaliśmy ponad półtora miliona ulotek informacyjnych o systemie PEGI. Nie tylko wśród dystrybutorów, ale również osób prywatnych. Aktywnie działamy w Internecie. Zależy nam na tym, by chronić dzieci przed treściami dla nich nieodpowiednimi, staramy się więc edukować rodziców.
-Nie boi się Pani, że te starania spełzną na niczym?
-Skądże. Oczywiście dziecko może zawsze poprosić o kupno gry dla dorosłych starszego kolegę lub sąsiada, ale to samo tyczy się choćby papierosów. Jednak jak długo nasze działania wprowadzają pozytywne zmiany w mentalności ludzi i wpływają na większe zrozumienie problemu wśród społeczeństwa, tak długo będziemy dalej pracować.
-Zdaje się, że zagrożenia płynące z nowoczesnych mediów nie są do końca znane Polakom, a rodzice nie interesują się tak do końca tym, co w wolnym czasie robią ich dzieci...
-Na szczęście wszystko stopniowo ulega zmianie, i to na lepsze. Rzadko kiedy mówi się w polskich mediach o rzeczach, które udało się rządowi osiągnąć i które wprowadziły do naszego życia coś dobrego, ale to naprawdę się zdarza! Udało nam się np. przeforsować ustawę, w myśl której policjant może sprowokować osobę podejrzaną o pedofilię. Podszywa się pod dziecko i kontaktuje z takim człowiekiem przez Internet, a jeśli nasze podejrzenia okażą się słuszne, możemy ukarać pedofila za sam zamiar dokonania przestępstwa. Dla mnie jest to duży, osobisty sukces. Głęboko wierzę, że PEGI zaczną być bardziej zauważalne i przestrzegane w naszym kraju, jednakże na wszystko potrzeba czasu. Dziś jesteśmy na dobrej drodze.

Mała ciekawostka dla czytelników
Czyli o różnicy między podręcznikowym pijarem a rzeczywistością
Podczas przygotowywania tego tekstu zrobiłem "rundkę" po kilku wrocławskich sieciach handlowych. W jednej z nich pewien pracownik poinformował mnie, że wraz z kolegami po fachu przestrzegają zaleceń systemu PEGI od samego początku i nie słyszeli jeszcze o przypadku zakupienia gry stricte dla dorosłych przez jakiekolwiek dziecko. Obok ustawiony był stand z konsolą, na której dziesięciolatek ćwiczył właśnie headshoty. Mój rozmówca nie widział w tym niczego zdrożnego. Śmieszne, czy może raczej przykre? Na to pytanie musicie odpowiedzieć sobie sami.
Autor: Michał Głowaczewski
Napisane przez Gronial , maj 21, 2010
Napisane przez kuba , maj 19, 2010
Napisane przez Rashef , maj 02, 2010
Napisane przez Sybir , maj 02, 2010
Napisane przez karolesku , maj 02, 2010
Napisane przez brolly , maj 02, 2010
Niestety rzeczywistość bywa brutalna... nie raz się słyszało podczas grania w Gears of War 10 letnie dziecko i nieco starsze (bywało nawet młodsze towarzystwo)














