Dead Space: Extraction - recenzja
Paweł Chlebuś   wtorek, 03 listopada 2009 01:00
Pamiętam bardzo dobrze (albo i trochę mniej dobrze, ale nie czepiajmy się szczegółów) dzień kiedy to w moje łapki wpadła polska odmiana konsoli NES, czyli stary dobry PEGAZUS. Wśród wielu doskonałych gier, w które dzięki niemu zagrałem (pamiętacie „9999 in 1” heheh) znajdowały się dwa klasyki z gatunku celowniczków. „Wild Gunman” i „Duck Hunt” - tak zwały się te ówczesne pasieki elektronicznej rozrywki. Miodzik po prostu wylewał się z ekranu. Więcej w rozwinięciu...














